Marlenka próbuje uciec od swojego chłopaka. Znalezienie mieszkania na warszawskiej Pradze w 2025 roku graniczy jednak z cudem — zwłaszcza kiedy nie masz hajsu i jesteś dziewczyną typa, o którym wszyscy wiedzą, że goni towar i bywa porywczy.
Motywowana koniecznością znalezienia nowego lokum dla siebie i młodszej siostry, Marlenka prowadzi nas przez zakamarki Pragi jak przez plansze RPG-a. Mijamy podwórka, na których sąsiedzi ładują wiatrówki, kapliczki z Maryjkami, klinikę metadonu, zatrzymane w czasie bary mleczne i bramy, w których można kupić wszystko. Przyjeżdżają tu politycy i biznesmeni, artyści i prawnicy, bezdomni i złodzieje — wszyscy biorą to samo. Niezależnie od jakości: czy jest to syrop czy morfina, mefedron czy kokaina, wszyscy szukają przyspieszenia, wolności od bólu i adrenaliny. Farmakologiczne tempo późnego kapitalizmu mieli substancje i ludzi; nie pyta o status ani stan konta.
W Nowoczesności na haju Michał Herer stawia śmiałą tezę, że użytek z narkotyków nie jest marginesem nowoczesności, lecz jednym z mechanizmów kształtujących kapitalistyczną podmiotowość oraz bunt wobec stylu życia i wartości mieszczaństwa. Analizuje trzy historyczne konfiguracje: dziewiętnastowieczny Paryż — centrum bohemy i kapitalistycznego rozkwitu; Berlin pierwszej połowy XX wieku — kolebkę pervitinu i nowoczesnych stymulantów; oraz psychodeliczne Stany Zjednoczone ery kontrkultury.
Czy warszawska Praga może być soczewką skupiającą naszą nowoczesność, rozpiętą między farmakologicznym pobudzeniem a rozpaczliwym szukaniem ukojenia? Nie jesteśmy francuską bohemą ani Niemcami szykującymi się do blitzkriegu, ładującymi amfetaminę w okopie, ani beatnikami halucynującymi na grzybach. Zachłysnęliśmy się wszystkimi substancjami naraz — w tym samym czasie i miejscu — kiedy nagle otworzył się rynek. Może Praga jest przewrażliwionym układem nerwowym organizmu, który, próbując nadążyć za Zachodem, przegrzewa się do granic możliwości? A jednak, w skali świata, radzi sobie całkiem nieźle — przynajmniej wciąż padają tu pytania o wspólnotę i o szukanie „czegoś prawdziwego” poza chemią.
Twórcy spektaklu pytają o alternatywne ścieżki, które jeszcze się nie zdewaluowały. Co może uratować Marlenkę? Terapia, joga, microdosing grzybów, spacery astralne, weganizm, życie na skłocie? A może to także ślepe zaułki, a dealerzy sensu i dealerzy mefedronu to często te same osoby? Jedno jest pewne: otwartych bram jest wiele. Może jeden szybki dzień i jedna noc wystarczą, żeby sprawdzić je wszystkie.
Welcome to hell. Welcome to Warsaw. You will die here.