„Nierozumny człowiek, co niszczy miasta, świątynie, groby, święte miejsca zmarłych pustoszy - za to musi później zginąć”.
Wojna niszczy tych, którzy mają z nią styczność - upokarza duszę zarówno zwycięzców, jak i zwyciężonych.
Trojanki próbują przetrwać w świecie, w którym prawa rozumu są odwrócone. Trwają w obłędzie wojny, uwięzione w stanie permanentnej gotowości, bo lęk zatrzymał czas. Hekabe opłakuje ostatnie dziecko na planecie. Andromacha zlizuje prochy męża z ubrania syna. Tłumy patrzą, jak Poliksena zostaje zarżnięta na grobie Achillesa. Ich losy zawieszone są w nieskończoności, a w głowie każdej z nich nieustannie powraca jedno pytanie: czy to może wydarzyć się jeszcze raz - za mojego życia?
Gdy Eurypides pisze Trojanki, Grecy dokonują rzezi neutralnej wyspy Melos zabijając mężczyzn i sprzedając kobiety z dziećmi w niewolę. Gdy my czytamy Trojanki, podobna rzeź wciąż trwa na całym świecie. „Trojanki” nie są zatem opowieścią o przeszłości. Rozgrywają się w permanentnym „teraz”, gdzie przemoc jest zasadą porządku świata, a pytanie o możliwość życia bez wojny wydaje się bez odpowiedzi.
Upadek Troi to tylko początek upadku nas wszystkich, bowiem wojna nie kończy się na bólu bitwy, a zostaje w nas jako wieczna walka, reprodukując traumę, zarażając nią świat i wspólnotę.
„Trojanki” to spektakl o potrzebie lamentu, rwania włosów z głowy, walki ciała z ciężarem doświadczenia wojny - o gniewie, o żałobie, o demontowaniu etosu bohaterstwa, odzyskiwaniu sprawczości i wychodzeniu z roli ofiary.
Spektakl budowany jest przez ciało i muzykę graną na żywo. Ruch, napięcie, drżenie i rytm stają się głównym językiem sceny. Twórcy sięgają po techniki tańca współczesnego i praktyki TRE, redefiniując antyczny chór. To teatr intensywny, fizyczny i bezlitosny w diagnozie świata, który odrzucił bogów, ale nie porzucił wojny.